Sojusz Lewicy Demokratycznej

Blogosfera

Wybory w Gdańsku

Data dodania: 2013-05-05 23:56

Rada Miejska SLD

w Gdańsku

 

                Podczas dyskusji na temat koncepcji strategii wyborczej w wyborach samorządowych             w Gdańsku ścierały się dwie koncepcje. Jedna w duchu uchwały koła SLD Śródmieście o konieczności szerokiej koalicji, w tym z podmiotami politycznymi i druga o oparciu SLD na sojuszach z tymi organizacjami, które były w sojuszu SLD w okresach trudnych dla partii.

Kolega Przemysław Kmieciak przywołał jako przykład klęski wyborczej SLD wyniki wyborcze do Sejmu i Senatu w roku 2005.                                                                                                                                      Problem w tym, że jest to fałszywa przesłanka wynikająca z niedostatecznej wiedzy w tej sprawie.        W wyborach 2005 w mieście Gdańsku SLD uzyskał 14655 głosów co dało 7,99 % ogółu ważnych głosów. Na ten poziom miała niewątpliwy wpływ konkurencyjna wobec SLD lista SDPL+Demokraci, która w Gdańsku uzyskała 11636 głosów. W całym okręgu 25, procent poparcia dla SLD wyniósł 9,04%.

W ówczesnych wyborach poszczególni kandydaci uzyskali następujące ilości głosów:

   Małgorzata Ostrowska  nr 1 na liście  - 12861

   Franciszek Potulski         nr 2 na liście -   8037                                                                                                            (w Gdańsku 5620 czyli więcej niż nr 1 na liście w wyborach 2011 w całym okręgu 25)

   Edmund Stachowicz      nr 3                 -   4052

   Jerzy Śnieg                      nr 4                 -   2894

pozostali kandydaci   uzyskali niewiele powyżej (dwie osoby) lub poniżej 500 głosów.

Nr 1 na liście M.Ostrowska w mieście Gdańsku uzyskała 6461 głosów.

Gdyby nie ówczesne ambicje Marka Borowskiego a także rywalizacja o przywództwo na lewicy, wówczas i w okresie późniejszym, mielibyśmy w okręgu gdańskim co najmniej 2 mandaty, jeśli nie 3. Potem było już tylko gorzej. Wprawdzie w wyborach do Sejmu w roku 2007 LiD w Gdańsku uzyskał nieco lepszy wynik 9,31 % (gorszy wynik w naszym okręgu uzyskano w powiatach gdańskim                   i w Sopocie), ale w następnych wyborach  do Europarlamentu uzyskano 9,01 %, w wyborach prezydenckich kandydat SLD Grzegorz Napieralski uzyskał 8,62 % (tym razem gorzej było tylko            w m.Sopot na 20 powiatów ogółem). W całym województwie wynik był 11,35 %. W ostatnich wyborach parlamentarnych w Gdańsku uzyskano 5,03 % poparcia (w powiatach uzyskano odpowiednio: gdański 5,00%, kwidzyński 15,73%, malborski 7,71%, nowodworski 7,06%, m.Sopot 4,28%, starogardzki 6,66%, sztumski 9,47% i tczewski 5,76%).

We wszystkich tych wyborach mieliśmy dosyć szerokie koalicje, wiernych sojuszników, z którymi warto odnowić współpracę. Ale problem niskich notowań SLD jest nieco szerszy. Jest nim kryzys ideowy i kryzys przywództwa. W mieście Gdańsku zniknęliśmy z przestrzeni publicznej.

W Polityce nr 25 (2903) Janina Paradowska pisząc o powrocie L.Millera na fotel szefa SLD stwierdza, że ten powrót to „ostatnia deska ratunku przed zupełną degradacją partii, do czego doprowadziła „młodzieżówka” Grzegorza Napieralskiego, kochająca PR i kompletnie wyzbyta programowych treści”.

W Gdańsku przyjęto tak jak w większości kraju, że tzw żelazny elektorat wystarczy na jeden mandat   w okręgu i należy się jedynie skupić na walce o miejsce na liście. I, że szyld SLD plus kasa na bilbordy wprowadzi do Sejmu każdego. I tak pewnie by było, gdyby nie lista Palikota i to w naszym okręgu        z zupełnie nieznanymi nazwiskami.

Teraz i w Gdańsku i w obu pomorskich okręgach trzeba znaleźć nazwiska, które pociągną w górę szyld SLD i ograniczyć udział tych, którzy liczą na to, że SLD ich dowiezie do stanowisk publicznych.

 

                                                                                                              Franciszek Potulski

Gdańsk, 30.04.2013 r.

 

Komentarze